Jestem gadułą i kocham dyskutować, a także spierać się na różne tematy.
Niemniej czym innym jest „gadka szmatka” w wąskim gronie, a czym innym jest zabieranie głosu w dyskusji oraz wydawanie opinii publicznie, np. na spotkaniach zawodowych lub na LinkedIn.

Celem wprowadzenia podam przykłady:
- Kilka lat temu zostałem poproszony o opinię ekspertyzy technicznej wykonanej przez biegłego sądowego dotyczącej zagrożeń wybuchem, które jakoby miało determinować oceniane urządzenie.
Ekspertyza była nie tylko błędna, ale odważę się powiedzieć, że była bezwartościowa, a najlepiej to obrazowała nawet nie sama treść, ale literatura, która stanowiła podstawę techniczną opracowania, tzn. był to artykuł z prasy branżowej opisujący zjawiska zagrożenia wybuchem w stopniu bardzo generalnym oraz radziecka książka z lat 70-tych.
Zagrożenia wybuchem są bardzo ściśle skodyfikowane i znormalizowane, co w opracowaniu profesjonalnym determinuje minimalny zestaw aktów prawnych i Polskich Norm o Dyrektywie ATEX nie wspominając, a wyżej wspomniana literatura może stanowić wartość pomocniczą, jeśli dotyczy konkretnego tematu.
Szczęśliwie polski system prawny pozwala na weryfikację biegłego i ten został wymieniony na kogoś o odpowiednich kwalifikacjach.
Nie zajmuję się teraz zasadami wyboru biegłych sądowych, ale istotnym jest fakt, że ktoś nie mający żadnych kwalifikacji do oceny zagrożenia wybuchem, zgłasza akces do wykonania podobnej ekspertyzy, która może determinować bardzo poważne konsekwencje prawne dla innych osób (w tym przypadku błędnie negatywnie kwalifikowała dane urządzenie jako niebezpieczne, co prowadziłoby do poważnych strat producenta).
Nie mam pojęcia, co kierowało tą osobą, ale zakładam, że zrobiła to z własnej i nieprzymuszonej woli.
- Na jednym z projektów wykonałem ocenę zagrożenia wybuchem dla szeregu instalacji technologicznych. Dokumentacja została opracowana przy wsparciu technologów projektujących te instalacje oraz sprawdzona przez doświadczonego w tej materii rzeczoznawcę ds. zabezpieczeń ppoż.
Dokumentacja, jak zwykle, była przedmiotem wnikliwej dyskusji z zamawiającym w postaci uwag i wyjaśnień. Skutkiem tego powstał dokument finalny, który był przedmiotem nieustannej i ostrej krytyki jednej osoby ze strony zamawiającego. Krytyka polegała na negowaniu części klasyfikacji stref zagrożenia wybuchem przy argumentacji, że doświadczenia tej osoby są odmienne bez technicznego uzasadnienia swojego stanowiska. Jedyną odpowiedzią na szereg kolejnych wyjaśnień opisujących identyfikowane przez nas zagrożenia było stwierdzenie, że w znanych tej osobie instalacjach ta klasyfikacja była inna.
Po dłuższej i bezowocnej dyskusji, nieco sfrustrowany brakiem konstruktywnej dyskusji poza beznamiętnym uporem, zapytałem o kwalifikacje tej osoby do wydawania tak jednoznacznych sądów dotyczących zagrożeń wybuchem. Ku mojemu zdumieniu uzyskałem szczere przyznanie się, że osoba ta nie posiada żadnych kwalifikacji popartych edukacją i doświadczeniami z pełnienia obowiązków zawodowych w tej materii, ale się „naoglądał” więc wie.
Aby wyjść z powyższego pata została zlecona, na wniosek zamawiającego, ocena naszej dokumentacji do Kopalni Doświadczalnej Barbara w GIG (jedna z bardziej uznanych instytucji w tej materii w Polsce), która wydała ocenę pozytywną nie zgłaszając uwag.
Skutkiem powyższego była formalna akceptacja dokumentacji przez zamawiającego, choć ów jegomość nadal nie czuł się „przekonany”. Niestety dodatkową konsekwencją był brak jakiejkolwiek konstruktywnej dyskusji obu stron w przyszłości, gdyż przyjął się raczej konfrontacyjny ich charakter.
Podobnych i zapełnienie innych przykładów po 20-tu latach praktyki zawodu pożarnika na dużych projektach przemysłowych mógłbym podać dużo więcej, choć doświadczyłem też wielu bardzo ciekawych czy wręcz kształcących mnie sporów. Niemniej wyżej zaprezentowane i podobne negatywne sytuacje zawsze miały jeden wspólny mianownik: oponenci nie posiadali kwalifikacji do ferowania ocen w tej materii.
Nigdy nie doświadczyłem sporu technicznego, który przeradzałby się w bezproduktywny konflikt z fachowcami w tych dziedzinach, gdyż nawet jeśli ktoś miał niecny cel w tej dyskusji, to wiedział, kiedy to przerwać, aby nie narazić się na śmieszność w środowisku.

Dodam jeszcze jeden przykład z życia, tj. z LinkedIn: pojawił się post o szukaniu alternatywnych sposobach usypiania niemowląt i konsekwencjach dla rodziców i samych dzieci faktu częstego niedosypiania rodziców w tym właśnie okresie życia ich potomstwa.
Większość dyskusji / postów odpowiedzi skupiła się wokół bardzo negatywnej wypowiedzi jednej z osób, która to jednoznacznie stwierdziła, że „dziecko najedzone, umyte i kochane zasypia bez problemu i żadnych patentów… a jak tego nie robi to jest to wyłącznie wina rodziców”.
Każdy, kto miał małe dzieci wie, że to wierutna bzdura, gdyż małe dzieci zasypiają bardzo różnie i bardzo różnie te noce przesypiają. Jest to warunkowane trylionem czynników. Choć z pewnością trafiają się dzieci śpiochy, których pozostali rodzice szalenie zazdroszczą. Piszę o tym, bo sam jestem ojcem dwójki dzieci, więc coś wiem, choć nie czuję się uprawniony do publicznej debaty na ten temat, a już z pewnością do jednoznacznej oceny czy to normalne czy nie, kiedy dzieci nie chcą zasnąć przez 3 godziny lub budzą się zaraz po położeniu do łóżeczka.
Niemniej wspomniany wyżej „bohater”, fachowiec od ostrej i bezkompromisowej oceny rodziców nieudaczników okazał się osobą nieposiadającą własnych dzieci i własnych doświadczeń, ale posiadającą poważne wsparcie w mamie położnej, więc on także wie i musi tą widzą świat naprawić.
Podsumowując: masz wiedzę nie zmąconą znajomością danego tematu, ale musisz oceniać i wyrokować. Jaki imperatyw kieruje takim postępowaniem?
Pewnie wiele osób teraz się zastanawia, dlaczego odbieram osobom niekształconym i niedoświadczonym w danym zawodzie / dziedzinie życia prawa do zabierania głosu.
Nie odbieram, ponieważ sam znam powiedzenie o kimś kto coś zrobił przełamując niemoc innych znawców tematu, gdyż nie wiedział, że nie można. Jednakże czym innym jest zabieranie głosu, a czym innym jest wyrokowanie w danej sprawie.
Ktoś kiedyś powiedział, że nie ma głupich pytań, są jedynie głupie odpowiedzi. To jest prawda i wie to każdy, kto obcuje z kilkuletnimi dziećmi. To są mistrzowie w zadawaniu dowolnych pytań w tematach im obcych, a duża część z tych pytań jest genialna.
Bardzo cenię sobie rozmowy z klientami lub innymi osobami (np. po wykładzie), które chcą zrozumieć powody, dla których muszą coś zrobić, a już zwłaszcza zapłacić.
Dla odmiany im jestem starszy tym częściej dostają białej gorączki, kiedy ktoś będący ignorantem w mojej dziedzinie zajmuje jednoznacznie przeciwne stanowisko argumentując to moją złą wolą (bo jestem opłacony) lub że po tylu latach i zrealizowanych projektach jednak słabo się na tym znam, bo moje stanowisko nie przystaje do tez dżentelmena.

Takie pseudodyskusje obserwujemy dziś wszędzie:
- w mediach,
- w polityce,
- w portalach społecznościowych,
- co zgrozo, także wśród przyjaciół i przy rodzinnych stołach.
Skutki takich pseudodyskusji są generalnie tragiczne, gdyż prowadzą wyłącznie do silnych emocji uniemożliwiając racjonalne podejście do tematu, ponieważ:
a) u osób znających daną materię prowadzi to wyłącznie do frustracji lub przerwania bezproduktywnej dyskusji,
b) u osób trzymających się ściśle swoich tez popartych najczęściej danymi pozyskanymi od znajomych z FB lub Li… będących pewnych ich prawidłowości prowadzi to zazwyczaj do zacietrzewienia.
Konsekwencje:
- silna polaryzacja i podział na przeciwne strony niezdolne do racjonalnej rozmowy,
- całkowita negacja źródeł naukowych i eksperckich,
- niechęć do podejmowania prób edukacji osób „wygadujących głupoty”.
Niestety w podobny sposób prowadzone są także debaty na sprawy społecznie istotne, jak:
- bezpieczeństwo publiczne,
- strategie pomocy socjalnej,
- deregulacja zawodów,
- opieka zdrowotna i walka z epidemiami…
Czekam, kiedy pojawi się pomysł referendum „jakie chcemy płacić podatki?”.
To jest prosta droga do anarchii, która nie ma nic wspólnego z wolnością osobistą, a prowadzi do chaosu i degradacji.
To jest Kanał Inżyniera, więc pozwolę sobie na prezentację zasad higieny dyskusji o sprawach społecznie istotnych (i nie tylko) z inżynierskiego punktu widzenia:
- Decyzje podejmuj na podstawie opinii / rekomendacji ekspertów w danej dziedzinie.
- Ekspertem jest ta osoba, która:
- posiada wykształcenie kierunkowe w danej dziedzinie – np. inżynier mechanik nie będzie raczej ekspertem w zakresie konstrukcji budowlanych, tak jak lekarz neurolog nie będzie autorytetem w zakresie zwalczania chorób zakaźnych.
- posiada doświadczenie zawodowe / życiowe w danej materii (nawet jeśli posiada wykształcenie kierunkowe) – świeżo upieczony adept szkoły wyższej zazwyczaj ma wiedzę wystarczającą do formułowania ciekawych pytań, ale niekoniecznie do ferowania końcowych opinii czy wyroków (choć mogą się zdarzyć wyjątki potwierdzające tę regułę). Dziś jest moda na weekendowe kursy wszystkiego od brydża, poprzez bycie liderem na budowie rakiet kończąc.
- Kiedy ekspert doradza ci decyzję odmienną do stanowisk powszechnie głoszonych poproś o walidację innego eksperta w danej dziedzinie niezwiązanego z tym pierwszym. Wiele dogmatów nauki było obalanych, tak jak szereg powszechnie stosowanych zasad w życiu okazuje się niewłaściwa czy nieoptymalna, ale są to przypadki dość rzadkie i powinny przed ich ogłoszeniem być poparte niezbitymi dowodami naukowymi lub pochodzącymi z obserwacji ocenianych przez ekspertów. Dla potwierdzenia tez idących w poprzek obowiązujących norm należy wymagać znacznie silniejszych dowodów.
- Czytaj opinie pogłębione (dłuższe niż kilkuzdaniowy post) poparte dowodami pochodzącymi z fachowej literatury, badań naukowych, badań laboratoryjnych potwierdzonych przez uznane organizacje. Nie należy budować wizji świata czy danego jego obszaru na podstawie krótkich form, często wyjętych z kontekstu bez prezentacji dowodów. Post z Li czy FB lub news gazety czy tv może stanowić jedynie przyczynek do wnikliwego zajęcia się tematem, a nie podstawą do budowania stanowiska.
- Podejmuj decyzje na podstawie opinii ekspertów z pierwszej ręki. Nie bazuj na danych przytoczonych przez laików z artykułów prasowych czy materiałów telewizyjnych / podcastów. Częstym błędem jest bazowanie na opinii znajomych, którzy coś przeczytali czy zobaczyli w mediach. Nie znając kontekstu ani pochodzenia informacji nie można uznać takich danych jako wiarygodnych do budowania opinii.
- Jeśli nie jesteś doświadczonym fachowcem w danej dziedzinie, to pytaj, prezentuj swoje wątpliwości, ale nie wydawaj wyroków o nie neguj stanowisk ośrodków eksperckich. Pytanie jest piękne i prowadzi do rozwoju zarówno własnego, jak i osób pytanych, gdyż zmusza ich do udowodnienia własnych tez. Natomiast stawianie ich lub negowania danych podawanych przez uznane organizacje / ekspertów bez właściwego przygotowania merytorycznego zawsze odbija się czkawką.

Jestem egoistą i chciałbym dla siebie i swojej Rodzinki świata, w którym wiedza pochodzi od osób i środowisk do tego przygotowanych, bazujących na nauce, doświadczaniu i ewolucji, a nie na własnych wyobrażeniach i chęciach rewolucyjnego zabłyśnięcia.
Innowacja zawsze jest rozwojem czegoś, co już było, nikt nie wynalazł czegoś całkowicie nowego. Niestety wymaga to pracy, czasu, determinacji i cierpliwości.
Nadrzędnym argumentem przeciw tezom głoszonym przez środowiska eksperckie jest ich:
- częsty brak absolutnej jednoznaczności,
- zawężanie ich do przyjętych kryteriów,
- ograniczanie zasad stosowania,
- brak bezkrytycznej ich niemylności głoszonej na każdym kroku.
Powodem powyższego jest przede wszystkim prawna i moralna odpowiedzialność za głoszone przez ekspertów opinie czy wytyczne, czyli przeciwieństwo głoszenia opinii czy wyroków przez laików, za które nikt z nich nie ponosi żadnej odpowiedzialności.
To jest właśnie powód, dla którego kocham mieć za oponenta czy interlokutora fachowca w mojej dziedzinie, który niczym bokser na ringu gra wg znanych zasad i nie uderzy np. poniżej pasa czy nie użyje młotka, z czym nie będzie miał żadnych skrupułów uliczny zabijaka.
